Menu

Ciuranie krawężników

Zawiera: Zupełnie subiektywne i często nieciekawe historie i anegdotki z wycieczek. Nie zawiera: Przydatnych porad, cenników, wskazówek i całej masy innych mało interesujących faktów.

Baku - Jak znaleźć się najbliżej F1 w życiu, i dlaczego nie jest to wcale dobre

equiz

Ach formuła jeden! Wielki świat wyścigów! Znane luksusowe marki, superszybkie bolidy, śmietanka towarzyska z całego świata i koncert Tarkana na zwieńczenie imprezy. Rzecz jasna, jako kompletna ignorantka sportów samochodowych o tym, że wyścig odbywa się w Baku właśnie teraz, dowiedziałam się z plakatu na lotnisku. 

- Pysznie! - pomyślałam. -  Pobujam się chwilę po okolicy i lada chwila Alonso czy inny Hamilton ulegną moim wyjątkowym wdziękom i pośpieszą zaproponować długie i olśniewające narzeczeństwo, zwieńczone oszałamiającą ceremonią ślubną po której nie będę już nigdy musiała pracować i stać mnie będzie wreszcie na 2 tyg. na Zanzibarze. A jeśli Hamilton akurat będzie miał co innego do roboty, to w najgorszym wypadku zobaczę sobie bolid - też nieźle.

Zaznaczyć trzeba, że w Baku jesteśmy trochę z przypadku. Najtańsze loty do Iranu jakie wyszperane zostały w necie wiodą trasą Lwów-Baku-Teheran, Teheran-Baku-Kijów. Kochane Azerskie linie lotnicze postanowiły sprezentować nam niemalże 10 godzin przesiadki w stolicy Azerbejdżanu. Minusem całej operacji jest konieczność wizy i zapłacenia za nią 20 dolców. Ale jak często jest człowiek w Baku? I czy w ogóle kiedykolwiek jeszcze będzie?

A warto. Baku jest wystarczająco egzotyczne, nowoczesne i coraz bogatsze. Pretenduje do miana miasta kultury, rozrywki, wiecznej imprezy i pięknych widoków. Baku jak może, próbuje się wkupić do grona odjechanych miast, w których każdy rozsądny i kasiasty młody człowiek chciałby spędzić weekend. Islam, jako oficjalna religia im niespecjalnie w tym przeszkadza. Azerowie to Kaukazi, zatem wino leje się grubym strumieniem, a lokalsi piją piwo już od 12. A przecież jest Ramadaan!

Jadąc autobusem, za szybą widzę jedno z najładniejszych miast jakie widziałam. Wszystko jest czyste, zadbana i w temacie. Na przykład: Zaraz przy drodze buduje się nowe blokowisko. Bloki są w piaskowym kolorze zwieńczone zdobieniami dokładnie takimi jak stojące obok stare kamieniczki. Centrum handlowe wciśnięte obok zabytkowego dworca jest wystylizowane tak, by wydawało się tym samym budynkiem. Baku jest po prostu śliczne i architektoniczne świry będę się tu świetnie bawić.

Podjarana tym co widziałam z autobusu, nie mogłam doczekać się tego co zobaczę w centrum. I zobaczyłam. Fioletową plandekę.

DSC02470


DSC02438

Świetnie.Tor wyścigu idzie przez praktycznie całe centrum miasta, a dla nas - żuczków bez biletów - odgrodzony jest kilometrami zasłon, aby nikt przypadkiem nie zobaczył jak wygląda bolid. Kombo! Nie zobaczę ani Hamiltona, ani uroków Baku. Tyle wygrać. Omijanie draperii nie jest proste. Obieramy taktykę chodzenia wzdłuż i czekania aż się skończy, tak żeby dotrzeć do twierdzy starego miasta i na nadmorski deptak. Po godzinie mam dość. Od czego jednak są wolontariusze!

- How to get to the sea? - Pytam sympatycznej dziewczyny w koszulce F1

- If you wanna see, you need a ticket. Do you have a ticket?

- No, no! I don`t want to see a race, a want to see sea...

- You need a ticket-.

Dobra nieważne. F1 coraz bardziej mnie wpienia. Nic nie widzę, a bym chciała, bolidy mają trening więc nieziemsko hałasują, a od paru godzin nie widzę nic oprócz fioletowej szmaty rozwieszonej na ogrodzeniu. Uspokajam się gdy wreszcie docieramy na deptak. A w zasadzie jego dostępną część. Alonso z kolegami mają przerwę, zamiast ryku silników i pisku opon słychać próby jakiegoś reggowego koncertu, a przed nami rozpościera się jeden z najdłuższych nadmorskich deptaków na świecie, tyle, że... jest kompletnie pusty.

Co do diabła? Gdzie są ludzie? Przecież nie wszyscy mają bilety na F1, zresztą to dopiero trening. Jest środek lata, piękna pogoda na deptaku powinny być tłumy: biegające dzieci, sprzedawcy waty cukrowej i innego badziewia, młodzież na rolkach... Ktokolwiek. A tymczasem?

 DSC02457

 DSC024591

 DSC02448

 Kompletne pustki. Wszędzie. Chodząc po tak szerokim pasie w centrum miasta prawie sama, czuję się dziwnie. Jakby Baku było napompowaną ściemą, sztucznym miastem wybudowanym za kasę z ropy, żeby być bliżej zachodu, a tak naprawdę nikomu nie potrzebnym. Pusty diabelski młyn staje się oficjalnie symbolem wywalania kasy w błoto, a każdy kilometr deptaku przybliża Baku do zmiany nazwy na Beka. A może tylko mi się wydaje, a wieczorem deptak pęka w szwach?

P.S W jednym miejscu, jak się bardzo mocno stanęło na palcach można było zobaczyć jadące bolidy. Odhaczone!

Jako bonus na szybko - jedzenie. Ciężko uznać kuchnię Irańską za spektakularną, ale to temat na długi wpis. Tym samym na najlepsze jedzenie załapaliśmy się zupełnie przypadkiem właśnie w Baku. Czas do samolotu się kurczył, na szybko szukaliśmy gastro, które nie jest kebabem. Podczas biegania po mieście trafiamy na niepozorny szyld. Wygląda zupełnie nijak, nie zachęca i nic nie mówi o miejscu. Jednak coś wisi w powietrzu i ściąga nas na dół. Strzał w dyszkę, albo nawet w 11. W środku tłumy, trzy wielkie sale stylizowane na coś pomiędzy piwnicą, a grotą. Przy stolikach sami panowie. Autentyk, ani jednej babki. Wszyscy piją piwo, palą i jedzą. Dobra wróżba.

Nie znam się kompletnie na Azerskiej kuchni, jedyne co mi brzęczy to Piti - gęsta zupa z baraniną, cieciorką i warzywami. W tłumaczonej na angielski karcie Piti nazywa się "Dish like a pea soup with meat". Wchodzę w to. Domawiamy jeszcze lula kebab z mielonej jagnięciny zawinięte w delikatny chlebek, a dodatkowo dostajemy stos ziół: świeżego koperku, kolendry, bazylii, mięty, szczypiorku i talerz świeżych warzyw. Piti jest genialna. Podana w glinianym dzbanku, gęsta i doprawiona, a bulion ma tak mocny aromat baraniny, że można się rozpłakać. Ta zupa będzie mi się śnić po nocach, głównie dlatego, że nie prędko zjem coś podobnego. W Polsce od zabawy z baraniną czeka nas pewnie jeszcze z dekada. Jeśli, ktoryś z moich wyimaginowanych czytelników KIEDYKOLWIEK trafi do Baku, lećcie do Savalan Kafe, na rogu ulicy Azadliq i zamawiajcie całą kartę. i piwo NZS za 1,60 zł 

DSC02476

DSC02472

Na koniec jeszcze parę fot z Baku. 

DSC02444

DSC02440

DSC02399

 DSC024071

 DSC02398

 

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [b79] *.pekaoleasing.com.pl

    No właśnie, stop w Baku w drodze do Iranu. Ja będę miał za miesiąc 5,5h możliwość wyskoczenia z lotniska do miasta. Czy jest sens na tak krótki czas robić wypad do starego miasta lub innego, wskazanego miejsca? Taxi, czy bawić się w metro?

© Ciuranie krawężników
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci